Czy marzenia się spełniają, jeśli nie jesteśmy tego pewni? A może zaczynają się spełniać, kiedy już tracimy wiarę? Jak sprawić, żeby osiągnąć coś, co jest być może nie możliwe?
Nie wiem… Ja sobie tłumaczę to przysłowiem: „Głupi ma zawsze szczęście”. Ale naprawdę, jak to się dzieje, że moje najskrytsze marzenia kiedyś wreszcie się spełnią (nie wszystkie! Nie generalizujmy!). I może nie dziś, może nie jutro, ale za miesiąc, rok, dwa lata, mogę osiągnąć to, o czym marzę. Czy jest to kwestia wiary i chęci? Czy tylko zbiegu okoliczności? A może jedno i drugie?
Życie różne płata figle i często postawione sobie cele zmieniają się z wiekiem. Marzenia z dziecięcych lat nie są już istotne wobec zmartwień, problemów, jakie dziś przytłaczają nas wszystkich. Czy przez to zatracamy się w szarym życiu i przestajemy marzyć?
I tu Wam powiem co nieco o sobie. Moje życie jest przepełnione marzeniami, planami, choć już nie podchodzę do swoich wyobraźni tak odważnie, jak kiedyś. Jestem rozważniejsza, ale to nie znaczy, że nie zwariowana
Wiele marzeń niestety wiąże się z finansami, ale wiecie co… wszystko jest możliwe. Nawet mniejszymi kosztami można osiągnąć wiele. Chcecie uczyć się języków: wcale to nie musi być takie kosztowne. Można nauczyć się samemu, dzięki internetowi, który oferuje wiele stron pomagających w edukacji. Chcecie kupić samochód? Nie trzeba zaraz kupować Mercedesa klasy S, ale można kupić coś mniejszego, sprawnego, nie spalającego hektolitrów benzyny. Ok, trzeba na niego zapracować, ale ileż satysfakcji sprawia kupno samochodu za własne pieniądze…
Ktoś inny chce studiować. Czy jest to w dzisiejszych czasach problem? Nie. Wystarczy pójść na studia zaoczne, znaleźć pracę, która pozwoli na studia i skromne (bądź nie) życie…
Nie wierzę, że nie ma sytuacji bez wyjścia. One zawsze istnieją, trzeba tylko je odnaleźć.
Ostatnio nie miałam najlepszego okresu w moim życiu. Przeżywałam „coś” bardzo mocno, aż stwierdziłam, że to nie koniec świata, że nadal można walczyć o swoje szczęście i być silną. I dostałam wreszcie to co chciałam…
Teraz jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, ale dzięki tym ciężkim chwilom zrozumiałam, na czym tak bardzo mi zależy i czego tak naprawdę chcę od życia.
Tak więc moi drodzy… marzenia spełnią się w ostateczności, jeśli będziemy ich naprawdę chcieć i wierzyć w nie. Ale co najważniejsze: jeśli zawalczymy o nie, stosując przeróżne metody (aczkolwiek nie jestem zwolenniczką „pójścia po trupach do celu”!).
Uwierzcie w swoją siłę i walczcie o swoje szczęście! WARTO!